Głowice benzynowe były sercem, duszą i mózgiem przemysłu motoryzacyjnego tak długo, jak istnieją, ale ostatnio zaangażowali się w nie technolodzy z Doliny Krzemowej, a prognozy zakładają, że nowe napięcie konkurencyjne pomoże zrewolucjonizować globalną mobilność poprzez przyspieszenie rozwoju autonomicznej technologii.

To wystarczy, aby wielu ludzi było bardzo podekscytowanych, ale rynek nie jest jeszcze nasycony samochodami samojezdnymi przez kilka dekad, a przejścia o tej skali nie zdarzają się z dnia na dzień. Jednak z pewnością możemy przewidzieć, że w następnych kilkudziesięciu latach zostaną wytyczone kwestie technologiczne, prawne bitwy i opór konsumentów.

Po odważnym oświadczeniu prezesa Volvo, Håkan Samuelsson, że zaakceptują pełną odpowiedzialność w razie awarii jednego z samochodów w trybie autonomicznym, wydaje się, że bitwa odpowiedzialności za tę technologię została już w połowie napisana. Ale co to wszystko oznacza dla właścicieli auta samojezdnego i tych, którzy decydują się pozostać „pod kontrolą”?

W tej chwili wszyscy są zobowiązani do posiadania ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej jako minimum do jazdy po drogach, ale jeśli ogłoszenie Volvo jest tylko pierwszym z producentów, którzy chcą pokryć ryzyko nieprawidłowego działania pojazdu i wyrządzić szkody innym użytkownikom dróg ubezpieczenie kompleksowe i ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej nie może w dłuższej perspektywie stanowić wymogu dla właścicieli tych pojazdów autonomicznych. Zamiast tego najprawdopodobniej przejdą od odpowiedzialności osobistej do odpowiedzialności za produkt, aby pokryć jedynie samochody autonomiczne w przypadku pożaru, kradzieży lub innego podlegającego ubezpieczeniu ryzyka, podobnie jak w przypadku domu. Jednak w przypadku prywatnego rynku ubezpieczeń komunikacyjnych spowoduje to znaczną utratę przychodów, co będzie wymagać poważnego przemyślenia, aw perspektywie krótkoterminowej z pewnością może oznaczać, że utracone dochody zostaną przeniesione na wyższe koszty dla kierowców tradycyjnych pojazdów.

Ponadto, ponieważ koszt naprawy wzrasta w wyniku drogiej autonomicznej technologii, warsztaty i firmy ubezpieczeniowe będą musiały sprostać wyższym wydatkom i większej liczbie odpisów. Może to spowodować przeniesienie kosztów na kierowców tradycyjnych pojazdów w sposób wyższej premii, w końcu, 94% wypadków drogowych jest spowodowanych przez błąd człowieka (ABI, 2016).

Tymczasem dla właścicieli samochodów autonomicznych takie przesunięcie odpowiedzialności oznaczałoby znaczne obniżenie kosztów prywatnych ubezpieczeń i przyczyniłoby się do bardziej stabilnego kosztu posiadania samochodu do samodzielnego prowadzenia. Podczas gdy technolodzy, szefowie benzyn i ostrożni zobaczą koszty pozostawania w nieautonomicznym lub półautonomicznym wzroście pojazdu ponad to, co można uznać za rozsądne.

Nikt nie ma kryształowej kuli i nikt nie jest w stanie przewidzieć wyniku bitwy o nasze drogi, ale wygląda na to, że ostatnia runda zostanie wygrana lub stracona kosztem, tak samo jak ustawodawstwo. Niezależnie od wyniku, te wyzwania doprowadzą do transformacji ubezpieczeń samochodowych, jakie znamy i chociaż prawdopodobnie nie będzie to najkrwawsza bitwa jaką kiedykolwiek widziała ludzkość, jest mało prawdopodobne, że wszyscy będą również odchodzić czystym nosem.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.